Rumby to uważam, że żaden chrześcijanin nie powinien tańczyć. Chyba, że para małżeńska sama, jak nikt nie patrzy
Tobie mogą nie przychodzić grzeszne myśli, ale kolegom, którzy na Ciebie patrzą- tak. I o to tu chodzi. Jasne, że i bez tańca mogą przyjść. Ale taniec je prowokuje.
_________________ "Jak dobrze jest dziękować Ci, o Panie! I śpiewać psalm Twojemu Imieniu..."
Ostatnio zmieniony przez Dziecko_Boga 09-01-2010, 20:41, w całości zmieniany 1 raz
zależy jaki. Zważ ,że większość chrześcijan ma w sobie granicę dobrego smaku, a już w oazie myślę tym bardziej, nikt na oazowych sylwestrach (przykład) nie wywija się w rozerotyzowanych ruchach, a już kapłani tym bardziej. pozdrawiam
_________________ /podpis wyedytowany administracyjnie - Bartek_O/
Ostatnio zmieniony przez *Julka* 09-01-2010, 20:49, w całości zmieniany 1 raz
Dla mnie tańczenie takie zwykłe z kimś, np na weselu, na jakiejś imprezce ( u nas często organizują takie imprezy polowe przy muzyce regionalnej np. ) jest świetna zabawa ale np do takiej muzyki jak na dyskotekach, np techno to nie znoszę... Od małej dziewczynki zawsze tańczyłam z tatą... jak byłam malutka to na rączkach, potem stałam mu na nogach a teraz wywijamy razem na każdej zabawie i jakiegoś zgorszenia tu nie ma... zwykły taniec... nie widzie w zwykłym tańczeniu nic, co mogło by wpłynąć na to że Kapłanom nie wolno tańczyć...
a belgijskiego też nie można Księżom tańczyć Przecież tu tez partner trzyma partnerkę za rękę i wgl...
Nie każdy taniec to rumba czy jakieś nie wiadomo co...
a to porównanie tańca do internetu, czy TV jest dobre... Każdy człowiek, także i ksiądz umie powiedzieć sobie stop... można rozsądnie korzystać z internetu ( nie wchodząc na jakieś erotyczne stronki, których wszędzie pełno) tak samo i taniec nie musi od razu pobudzać... tańczą dzieci w przedszkolu i to tez "źle" wpływa na chłopców?? nie każdy taniec musi być "brudny"... Przyzwoicie też można tańczyc
Mi to się trochę śmieszne wydaja te dokumenty.. no ale cóż...
Takie jest moje zdanie... najlepiej by było, gdyby jakiś Ksiądz wypowiedział się tutaj na ten temat
_________________ Kto nigdy nie żył, nigdy nie umiera
Nic nie utraci ten, co nie miał nic
Ten, kto nie kochał, nie wie co tęsknota
Nie wie, co gorycz, kto bez marzeń śnił
Ostatnio zmieniony przez AnIk(a) 09-01-2010, 22:27, w całości zmieniany 1 raz
Diecezja: Warmińska
Wyznanie: Katolicyzm
Dołączyła: 09 Mar 2009 Posty: 56
Wysłany: 09-01-2010, 22:30
To wszystko, co cytujecie na temat tańców, jest bardzo ciekawe. Przyznam, że nie miałam pojęcia o tym, że Kościół w tej kwestii znajduje takie stanowisko, ale muszę powiedzieć, że taniec zawsze wywoływał we mnie mieszane uczucia. Nigdy nie lubiłam tańczyć, bardzo trudno jest wyciągnąć mnie na parkiet, ale zdarzyło się kilka sytuacji, w których zwyczajnie zatraciłam się na jakiejś "dyskotece" klasowej czy innej - zawsze potem czułam, że w pewien sposób zwyczajnie się zbrukałam, mimo że z pozoru niczym szczególnym nie zgrzeszyłam. Tak naprawdę, patrząc na swój własny przykład sama dostrzegam, że taniec stanowi ogromne niebezpieczeństwo dla naszej duchowości i najgorsze jest to, że strasznie trudno jest to zauważyć i przyjąć do świadomości. Widać to między innymi w niektórych komentarzach w tym wątku: jest to już niejako integralna część naszego życia społecznego, powszechnie akceptowana i zachwalana, dlatego trudno pogodzić się z takim zakazem. Do tego sytuacja jest o tyle gorsza, że w przeciwieństwie do innych poruszanych przez Kościół problemów tej samej natury (tzn. ogólnego przyzwolenia społecznego), jak np antykoncepcja czy aborcja, taniec nie niesie ze sobą (pozornie) żadnych konsekwencji moralnych. Trudniej wyrzec się czegoś, czego złego wpływu się po prostu nie widzi, bo takie wyrzeczenie wydaje się absurdalne - co próbuje nam pokazać *Julka*, zestawiając kwestię tańca z celowo przesadzonymi obrazami i stawiając je na równej szali. Otóż nie, droga *Julko*, nie jest ani trochę absurdalne, po prostu nie rozważałaś (podejrzewam) nigdy tańca w takich kategoriach, toteż trudno Ci nagle przyjąć taką argumentację, tym bardziej, że najwyraźniej Twoje dotychczasowe doświadczenia z księżmi mówią Ci co innego. Ale proponuję przeczytać dokładnie - i w miarę możliwości obiektywnie - to, co na ten temat przytaczali w tym wątku sobi czy Dziecko_Boga, znajdziesz wtedy odpowiedź na Twoje pytanie:
Cytat:
a czym grzeszy kapłan tańcząc? co w tańcu jest grzesznego?
Zdaje mi się, że nie zadałaś sobie trudu, żeby się z tym zapoznać, ale sugeruję, żebyś to zrobiła.
Temat dotyczy niby ściśle księży, ale proponuję rozszerzenie go ogólnie na osoby duchowne - także konsekrowane, bo i ich ten problem dotyczy we wcale nie mniejszej mierze.
Zastanowiła mnie jeszcze jedna rzecz: podejście niektórych przedstawicieli duchowieństwa do zabaw, dyskotek, ale nie w kontekście uczestniczenia w nich, a organizowania. Wspominałam już gdzieś, że trzy razy miałam okazję spędzenia wakacji w ośrodku rekolekcyjnym księży Werbistów - wiadomo, ludzie światowi, otwarci na ludzi (z racji swojej posługi misjonarskiej), więc raczej prospołeczni i nawet rozrywkowi. Rekolekcje były w moim odczuciu cudowne, z wyjątkiem jednej rzeczy - obowiązkowych dyskotek, które odbywały się aż trzy razy podczas bagatela dziewięciodniowego pobytu. Była to dla mnie rzecz straszna, raz nawet zamknęłam się w pokoju, żeby nie musieć tam iść. Co się na tych "wieczorkach tanecznych" (jak to się oficjalnie nazywało) wyczyniało było po prostu straszne. Jedna sprawa to muzyka, piekielnie głośna, typowo dyskotekowa, w połączeniu z wirującymi i migocącymi światłami, co bynajmniej nie sprzyjało zachowaniu skromności. Było duszno, dźwięki huczały w uszach, światła oślepiały i powodowały zawroty głowy, raz byłam bliska utraty przytomności - byłam tak otumaniona, że nie wiedziałam, gdzie jest sufit, a gdzie podłoga. Druga sprawa to właśnie nieskromne zachowanie ludzi, którzy się tam bawili. Dziewczyny oczywiście obowiązkowo zakładały kuse stroje, malowały się i Bóg wie jeszcze co ze sobą robiły tak, że czasem mnie samej było głupio na nie patrzeć - a co dopiero chłopcom! Obściskiwania się i macania było co niemiara. Niedwuznaczne figury podczas tańca - norma. Właśnie podczas takich dyskotek nowo poznane pary prowadziły wyuzdane rozmowy o tym, co to on by z nią nie zrobił (i to nie byli dorośli ludzie, tylko głównie dzieci z gimnazjum!). I nikt nawet nie wstydził się tego, co robił, czy mówił (bo te niejednoznaczne propozycje ja słyszałam na własne uszy, więc się z tym zbytnio nie kryto).
A przecież to były rekolekcje duchowe... Nie zaprzeczę, wiele mi dały i szczerze żałuję, że już nie mogę wziąć w nich udziału kolejny raz. Ale takie zabawy "na odstresowanie" z całą pewnością nie sprzyjały zachowaniu odpowiedniej duchowości. Kto był skupiony na głównym celu - pogłębianiu swojej duchowości, mógł sobie z tym jakoś poradzić i potraktować to jako swojego rodzaju próbę, żeby nie dać odwrócić swojej uwagi od tego, co ważne. Ale ci "mniej uduchowieni" po prostu głupieli. Bo skoro zakonnicy, którzy dodatkowo są kapłanami, na takie imprezy nie tylko pozwalają, ale sami je organizują (ba, zmuszają do brania w nich udziału!), to widocznie taka rozrywka i takie zachowanie są normalne, a nawet nakłania się do nich. A gdzie tu miejsce na wyciszenie? Czy w takich warunkach można zdrowo kontemplować i rozważać przekazywane nam nauki? Czy może młodzież, która będzie brała w tym udział, wyjedzie z przeświadczeniem, że "chrześcijaństwo to super sprawa, bo nie dość że Jezus mnie kocha i jest miodzio, to jeszcze i zaszaleć można. Nic, tylko być happy i cieszyć się pełnią życia, i w ogóle to Pan w tym wszystkim z nami." To bardzo nieodpowiedzialne podejście ze strony ojców organizujących te rekolekcje.
Przy okazji, jeszcze małe nawiązanie do Twoich słów, *Julka*:
Cytat:
uśmiałam się. chyba nigdy nie byłaś na Andrzejkach/Sylwestrze Oazowym polecam-całkiem normalny/niegorszący nikogo widok:)
Jak widzisz, nie wszystko, czego mamy okazję doświadczyć, jest normalne. Tu akurat podałam trochę ekstremalny przykład, ale chyba doskonale pokazuje istotę rzeczy: Ciebie może nie gorszyć widok tańczącego księdza - bo jest księdzem, a kogoś innego nie zgorszy wyuzdanie na dyskotekach u zakonników - bo to u zakonników. Mnie widok księdza na parkiecie nie gorszy - ale nie w tym rzecz, tylko w skutkach, jakie to ponosi w jego duszy. Mówisz, że kapłan musi być blisko społeczności, i że jest to ważne - a nie jest dla Ciebie ważne to, że mogłoby to zgubić jego samego? Nie jest to egoistyczne podejście do sprawy? Chcesz czuć bliskość z kapłanem, ale pomyśl też i o nim. Najważniejsza jest dusza człowieka, komfort w stosunkach "ksiądz - wierni" schodzi tutaj na drugi plan.
A teraz mam pytanie do obeznanych w temacie: co z tańcami integracyjnymi? Czy wg Was ksiądz może uczestniczyć w tańcach opierających się na zasadzie:" kręcimy się w kółeczko, hop do góry, dwa kroki w prawo, dwa w lewo, klaszczemy, a teraz w drugą stronę!"? A co jeśli nie tańczy się w grupie, tylko w parach, ale wygląda to bardziej jak wygłupianie się i polega właśnie tylko na takich prostych, rytmicznych podskokach, tym bardziej jeśli pary co chwila się zmieniają...? Może to kuriozalne pytanie, ale pytam dla pewności. W oazie przecież często takie zabawy mają miejsce, ale mają charakter czysto integracyjny, nie wiem nawet, czy to można w ogóle tańcem nazwać.
Ostatnio zmieniony przez mind-turpizm 09-01-2010, 22:39, w całości zmieniany 3 razy
Ja też nie lubiłam nigdy tańczyć Ale nie wiedziałam, że święci tak mówią o tańcu. odkryłam to kilka dni temu. Wcześniej myślałam, że to ja mam coś nie tego i że muszę to przełamać. Teraz już nie będę przełamywać, bo widzę, że nie ma takiej potrzeby.
mind-turpizm napisał/a:
Czy może młodzież, która będzie brała w tym udział, wyjedzie z przeświadczeniem, że "chrześcijaństwo to super sprawa, bo nie dość że Jezus mnie kocha i jest miodzio, to jeszcze i zaszaleć można. Nic, tylko być happy i cieszyć się pełnią życia, i w ogóle to Pan w tym wszystkim z nami."
Otóż to. A gdzie nauka o ofierze, o umartwieniu( rozsądnym), o ciasnej bramie prowadzącej do życia wiecznego? Kurczę, Jezus był miły, dobry, miłosierny, pełen przebaczenia, ale też mówił "biada", wziął bicz i pogonił kupców ze świątyni, mówił o ciasnej bramie, ucisku i prześladowaniach, przez które mamy przejść. Jezus nie był cukierkowy. Jezus nie był cool w znaczeniu dzisiejszego świata. Jego nauka jest trudna. Ale gdy się ją przyjmuje z miłością i zaufaniem, to brzemię staje się lekkie.
_________________ "Jak dobrze jest dziękować Ci, o Panie! I śpiewać psalm Twojemu Imieniu..."
mind-turpizm, cóż Ci poradzę,że spotkałaś się z takimi , a nie innymi postawami?
Mając swoje zdanie buduję je na pewnym doświadczeniu.
Nigdy nie spotkałam się z gorszącymi postawami wobec tańca w Oazie , nie tylko wśród
rówieśników , tym bardziej kapłanów. Widziałam np. mojego moderatora ,który tańczył, brał udział w zabawach integracyjnych podczas tego typu imprezie. Wcale mnie nic nie zgorszyło. Zobaczyłam normalnego człowieka pełnego radości ,który nie odcina się od nas ,ale zachowuje się całkiem normalnie. Inni również. Przy tym całym widoku mój szacunek do tej osoby , ani do innych nie zmalał. Wręcz byłam zachwycona,że można normalnie się bawić bez alkoholu . Co Cię zgorszyło? głośna muzyka? u nas też była muzyka.. że głośna? skoro pojechałaś tam w celu uduchawiania się to może trzeba bylo jechać na rekolekcje ignacjańskie w takim razie..?? tam ciszy masz od groma i skupienia. weź pod uwagę,że niektórzy lubią głośną muzykę ,taniec i tak dalej...
muzyka.. no nie puszczą przecież cichutko... jakoś nikt nie miał zawrotów głowy.
A osoby tańczące nie pobudzały mnie erotycznie, czy jakkolwiek inaczej.
Po prostu było radośnie. Nie było w tym nic gorszącego- jeżeli zdarzają się gorszące sytuacje -jak opisałaś: mam na myśli jakieś chore obściskiwanie się,czy niemoralne postawy no to cóż, nie wszędzie tak jest. Bardzo nie podoba mi się ocenianie całości na podstawie części. Nie wszędzie tak jest. Jak również nie wszystkie formy tańca są złe.
Cytat:
a nie jest dla Ciebie ważne to, że mogłoby to zgubić jego samego?
co miałoby go zgubić?
jestem zdania,że mądry kapłan sobie poradzi. Myślę o jego dobru- jeśli Ksiądz jest wśród ludzi to nie dziwaczeje, mogę podać setki przykładów ,gdzie tak się nie stało i skutki nie były za dobre. Sami autorzy się do tego też przyznawali.
Przecież nie chodzi o wyzudanie w rozrywkach , nie chodzi o nadmierną bliskość- Kapłan to kapłan- ale jest człowiekiem.. nie widzę więc nic złego w tańcu na zabawach oazowych/chrześcijańskich w dobrym tonie.
Bardzo źle,że spotkałaś się z gorszącymi przykładami- tak też jest, ale co Ci mam powiedzieć? i tak się zdarza.. ale nie można na podstawie przykładu oceniać całości.
nie wiem czy jestem obeznana ,ale napiszę: brałam udział w tańcach integracyjnych. Uczestniczył w nich kapłan- ba !, mój moderator .. było normalnie,radośnie .. i też były pary ale nie bardzo rozumiem pytania: że wygłupianie jest? no jest ,bo jak np. jest taka zabawa ,że są krzesełka i po jednym krześle jest zabierane i jak ktoś chce się dobić do tego krzesełka i toczy się bój to są wygłupy i jest zabawnie.
czy to integruje?
TAAAK
poza tym chrześcijanin to przede wszystkim człowiek radosny, a mam wrażenie,że chcecie wykreować chrześcijanina jako takiego ze spuszczoną głową, milczącego i umartwionego.
Jest czas i na umartwienia i czas na radość,zabawę.
_________________ /podpis wyedytowany administracyjnie - Bartek_O/
Ostatnio zmieniony przez *Julka* 09-01-2010, 23:02, w całości zmieniany 1 raz
Jak chodzi o "i dziś" w znaczeniu, że uważasz, że dzisiaj tańce są godziwsze niż kiedyś, to chyba nie wiesz, o czym mówisz... co jest godziwego i lepszego w dzisiejszych tańcach? Czy wiesz, jak eksperci od tańca nazywają rumbę? "Taniec namiętności". Nic Ci to nie mówi?
Mówi, bo kocham tańczyć i więc znam dyskoteki od środka. I pewnie są tam osoby, które przyszły poszukać sponsora, ale to ja decyduję jak tańczę. Wiesz, bardziej namiętny od rumby jest seks. Aż się boję przypominać skąd wzięliśmy się na świecie
Bardzo chętnie usłyszałabym TWOJE WŁASNE zdanie na temat tańca i dlaczego uważasz, że jest zły pomimo, że Kościół wcale tego nie głosi. Bo z tego co wiem zdanie świętych =/= głos Kościoła. O kobietach np. św. Augustyn też pisał bardzo ciekawe rzeczy
Wiecie co, przepraszam, ale to, co przeczytałem w tym temacie jest momentami żenujące. Powołujecie się na wypowiedzi świętych sprzed kilku czy nawet kilkunastu wieków. Może warto byłoby zaznaczyć, że w czasach św. Jana Marii Vianneya porządny katolik nosił włosiennicę? A św. bp Pelczar (który był biskupem przemyskim - taki lokalny patriotyzm) pisał m. in. że nie wolno opierać się łokciami o pulpit, kiedy klęczy się w ławce kościelnej. Idźmy dalej - św. Paweł pisał, że mężczyzna nie może nosić długich włosów, niewolnik ma być posłuszny panu i wiele innych podobnych rzeczy. I to nie w jakimś tam liście episkopatu - w Piśmie Świętym!
Jeśli ktoś jeszcze nie zrozumiał, co mam na myśli - tym wypowiedziom nie tylko nie towarzyszy charyzmat nieomylności. Z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że w ustach ich autorów nie miały być wiecznotrwałe.
Dochodzę powoli do wniosku, że chyba jestem nienormalny, skoro gdy jako ksiądz kroczę polonezem na oazowej agapie z jakąś siostrą zakonną czy animatorką nie mam ochoty się na nią rzucić. UMIARU!!!
_________________ Odkąd Jezus pokonał śmierć, żaden optymizm nie jest w Kościele przesadą /ks. J. Tischner/
Rumby to uważam, że żaden chrześcijanin nie powinien tańczyć. Chyba, że para małżeńska sama, jak nikt nie patrzy
Tobie mogą nie przychodzić grzeszne myśli, ale kolegom, którzy na Ciebie patrzą- tak. I o to tu chodzi. Jasne, że i bez tańca mogą przyjść. Ale taniec je prowokuje.
Kurczę, zastanawiam się skąd tyle pruderyjności? Przecież nie możesz być odpowiedzialna za myśli innych, nie ogarniesz tego, co kto mysli i nie wpłyniesz na to. Bo prawda jest taka, że jak ktos sie mocno uprze to i go kawałek nadgarstka zgorszy...
SZEMkel napisał/a:
Wiecie co, przepraszam, ale to, co przeczytałem w tym temacie jest momentami żenujące.
Amen. I to żenujące do granic możliwości.
Dziecko Boga, bez obrazy, albo dokonujesz nadinterpretacji tudzież odnosisz treści, które czytasz do czasów, w których dawno przestały one być aktualne, albo masz jakiś problem, albo jedno i drugie. Trochę zdrowego rozsądku nie zaszkodzi, pomyśl o tym.
_________________ "Moje oczy są nadal zielone
W moich oczach wciąż kwitnie nadzieja
I pełne światła są moje dłonie
Jeszcze wierzę w drugiego człowieka"
(A. Lipnicka, Moje oczy są zielone)
Ostatnio zmieniony przez Marta C. 10-01-2010, 00:26, w całości zmieniany 3 razy
Dziękuję za głos Kapłana w dyskusji! Bo naprawdę, gdyby ktoś nie utwierdzony w wierze czytał niektóre wypowiedzi, to nie zdziwiłabym się, jakby szybko z Kościoła czmychnął. Bo mało one mają wspólnego z Bogiem powołującym do szczęścia i prawdziwej radości. Smutna i zgorzkniała wiara na siłę wciskana innym jakoś mi się nie łączy z chrześcijańską drogą do zbawienia.
_________________ I am the walrus.
Ostatnio zmieniony przez CYKADelA 10-01-2010, 00:43, w całości zmieniany 1 raz
Diecezja: Warmińska
Wyznanie: Katolicyzm
Dołączyła: 09 Mar 2009 Posty: 56
Wysłany: 10-01-2010, 01:43
*Julka*, źle mnie zrozumiałaś. Opis dyskotek na rekolekcjach nie był odnośnie tańcu duchownych (chociaż owszem - oni tez tańczyli, ale bardzo grzecznie) i nie był skierowany konkretnie do Ciebie, ale do ogółu. Może nie zauważyłaś, przed opisaniem tej sytuacji rzuciłam po prostu nową myśl do przemyślenia i do dyskusji w tym temacie:
Cytat:
Zastanowiła mnie jeszcze jedna rzecz: podejście niektórych przedstawicieli duchowieństwa do zabaw, dyskotek, ale nie w kontekście uczestniczenia w nich, a organizowania.
To jakby zupełnie inny temat, ale w tym samym wątku.
Wcale nie na podstawie tych doświadczeń opieram moje przeświadczenie o szkodliwości tańca. Nie jestem odludkiem, rodzice nie trzymają mnie w domu pod kluczem, wiem, jak wyglądają rozmaite formy zabawy. Mam bardzo "analizatorską" osobowość - często mimowolnie dogłębnie analizuję różne sytuacje, zachowania, przyczyny i skutki - i już od dawna trapi mnie ta kwestia. To nie jest tak, że zobaczyłam jedną imprezę i nagle zaczęłam na wszystko pryskać wodą święconą - wyciągnęłam wnioski na podstawie samej natury tańca. A ten przykład, który podałam po zwróceniu się do Ciebie, to było tylko takie obrazowe porównanie ;)
*Julka* napisał/a:
Nigdy nie spotkałam się z gorszącymi postawami wobec tańca w Oazie , nie tylko wśród
rówieśników , tym bardziej kapłanów. Widziałam np. mojego moderatora ,który tańczył, brał udział w zabawach integracyjnych podczas tego typu imprezie. Wcale mnie nic nie zgorszyło. Zobaczyłam normalnego człowieka pełnego radości ,który nie odcina się od nas ,ale zachowuje się całkiem normalnie. Inni również. Przy tym całym widoku mój szacunek do tej osoby , ani do innych nie zmalał. Wręcz byłam zachwycona,że można normalnie się bawić bez alkoholu .
Ja też się nie spotkałam. Nie w tym rzecz.
Napisałam przecież, że wcale nie gorszy mnie to, że ksiądz tańczy. Mam wrażenie, że nie czytasz tego, co do Ciebie piszę. Stawiasz siebie w opozycji do mnie, mimo że wcale o tym, co napisałaś, nie wspominałam. Żeby wszystko było jasne: 1) nie gorszy mnie tańczący kapłan, 2) wcale nie traci on w moich oczach szacunku 3) i nie uważam, że ksiądz jest istotą z kosmosu, więc wiem, że jest normalnym człowiekiem. Tymczasem sugerujesz, jakobym powiedziała coś odwrotnego. Bardzo Cię proszę, pisz na temat, bo nie chcę odpierać zarzutów, które ktoś sam sobie stwarza. Na początek proponuję przeczytać dokładnie to, co ktoś do Ciebie pisze.
*Julka* napisał/a:
skoro pojechałaś tam w celu uduchawiania się to może trzeba bylo jechać na rekolekcje ignacjańskie w takim razie..?? tam ciszy masz od groma i skupienia.
...Dzięki za radę?
Kurczę, takiej bomby się nie spodziewałam. Ale może darujmy sobie wycieczki osobiste?
*Julka* napisał/a:
muzyka.. no nie puszczą przecież cichutko... jakoś nikt nie miał zawrotów głowy.
A osoby tańczące nie pobudzały mnie erotycznie, czy jakkolwiek inaczej.
Po prostu było radośnie. Nie było w tym nic gorszącego- jeżeli zdarzają się gorszące sytuacje -jak opisałaś: mam na myśli jakieś chore obściskiwanie się,czy niemoralne postawy no to cóż, nie wszędzie tak jest. Bardzo nie podoba mi się ocenianie całości na podstawie części. Nie wszędzie tak jest. Jak również nie wszystkie formy tańca są złe.
Jak wyżej - wspomniałam o tej dyskotece w zupełnie innym kontekście. To była bardzo konkretna sytuacja. Wcale nie twierdzę, że tak jest zawsze i wszędzie - bo nie jest. Chodziło mi tylko o to, że ojcowie i bracia nie reagowali na to, co się na tych dyskotekach dzieje, mimo że na pewno wiedzieli. Akurat nie same dyskoteki mi przeszkadzały, tylko to, jak one wyglądały.
*Julka* napisał/a:
co miałoby go zgubić?
Najlepszym sposobem na uniknięcie grzechu jest niestwarzanie okazji do popełnienia go. W tańcu w grę wchodzą mniejsze czy większe emocje; jest to, jakby nie patrzeć, jakiś rodzaj zbliżenia między ludźmi. Nie chodzi mi o taki taniec, w którym tańczymy sobie stojąc w kółeczku... W takim nie widzę nic złego... Mam nadzieję, że się rozumiemy, ja mówię o tańcach towarzyskich. Taniec to dla mnie forma flirtu, nawet takiego "niewinnego". Nie uważam, że jeśli ksiądz zatańczy, to skaże się na wieczne potępienie, bez przesady, ale on sam powinien znać siebie i wytyczać sobie pewne granice, jeśli choćby podejrzewa, że mogłoby to na niego źle wpłynąć w jakikolwiek sposób - co zresztą odnosi się do każdego, nie tylko do duchownych.
Poza tym, nigdy nie można być pewnym drugiej osoby. Byłam kiedyś w takiej sytuacji, kiedy ksiądz poprosił mnie do tańca - naprawdę wierzę, że jego intencje były w 100% szczere, ale ja czułam się bardzo nieswojo. I teraz pytanie: czy poprosiłby mnie, gdyby wiedział, jak ja na to zareaguję? Może powiecie, że w takim razie coś ze mną nie tak - a ja odpowiem "być może", ale to nie zmienia faktu, że nie mam wpływu na to, co czuję i nikt inny też nie ma. Nie widzę po prostu potrzeby stwarzania takich sytuacji.
*Julka* napisał/a:
jestem zdania,że mądry kapłan sobie poradzi. Myślę o jego dobru- jeśli Ksiądz jest wśród ludzi to nie dziwaczeje, mogę podać setki przykładów ,gdzie tak się nie stało i skutki nie były za dobre.
Nie rozumiem czemu cały czas stawiasz sprawę tak, jakby taniec był dla księży jedyną okazją przebywania wśród ludzi. To tak, jakby ktoś mi powiedział, że nie mogę jeść frytek, bo są niezdrowe, a ja zaczęłabym stękać, że w takim razie umrę z głodu.
A jest przecież wiele innych okazji, w których ksiądz może pokazać się jako równy nam człowiek, to że nie zatańczy ze mną salsy nie sprawi jeszcze, że uznam go za dziwaka.
*Julka* napisał/a:
brałam udział w tańcach integracyjnych. Uczestniczył w nich kapłan- ba !, mój moderator .. było normalnie,radośnie .. i też były pary :)
Ja też brałam w takich udział. Nie chodzi mi o to, czy księża się tam bawią, tylko czy powinni - bo to, że to robią, to ja wiem.
*Julka* napisał/a:
ale nie bardzo rozumiem pytania: że wygłupianie jest? no jest ,bo jak np. jest taka zabawa ,że są krzesełka i po jednym krześle jest zabierane i jak ktoś chce się dobić do tego krzesełka i toczy się bój to są wygłupy i jest zabawnie.
O wygłupianiu się mówiłam akurat w pozytywnym sensie - że te tańce nie są właściwie nawet tańcami, tylko taką zabawą i dlatego pytam, czy uważacie, że księża nie powinni brać w nich udziału tak samo jak w innych tańcach, czy może nie bierzecie tego pod uwagę ;)
SZEMkel napisał/a:
Dochodzę powoli do wniosku, że chyba jestem nienormalny, skoro gdy jako ksiądz kroczę polonezem na oazowej agapie z jakąś siostrą zakonną czy animatorką nie mam ochoty się na nią rzucić.
To, że Ksiądz nie ma ochoty, nie znaczy jeszcze, że ona nie ma x]
Żarty żartami, ale ja na przykład nawet podczas tańczenia poloneza czuję zażenowanie. Nawet, jeśli tego po mnie nie widać - bo w zdenerwowaniu nieustannie chichoczę. Więc siebie może Ksiądz być pewny, ale nie ma Ksiądz pojęcia, co się może roić w kobiecej główce, i mówię to całkiem poważnie.
Możecie się śmiać, ale takie jest moje zdanie. Nikomu go nie narzucam, nie zamierzam nikomu niczego zabraniać, uzasadniam tylko dlaczego według mnie taniec naprawdę może być szkodliwy i czemu go odradzam. I wcale nie jestem typem cierpiętnicy, która całe życie się umartwia - po prostu strasznie mnie to mierzi, więc nie jest to nawet wyrzeczenie z mojej strony. Widzę, że może w tym siedzieć mnóstwo zła - wyrzeczeniem czy umartwieniem byłoby to wtedy, gdybym odmawiała sobie czegoś, co lubię, ale co nie jest grzechem. I wcale nie jestem smutna ani zgorzkniała z tego powodu - wręcz przeciwnie. Radość można czerpać z tylu innych rzeczy :)
Ostatnio zmieniony przez mind-turpizm 10-01-2010, 01:55, w całości zmieniany 5 razy
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach